Opublikowano

Energetyczne aspekty zdrowia

Energetyczne aspekty zdrowia

Na Wschodzie jest takie powiedzenie: „Wszystkie choroby zaczynają się w jelitach”. Dlaczego leczenie wszystkich chorób powinno zaczynać się właśnie od jelit? Choć może się to wydawać dziwne, jelita mają najsilniejsze połączenie z pierwotnymi poziomami subtelnymi, z naszą podświadomością, z duszą. Główna energia życiowa i informacje subtelnych poziomów są odbierane właśnie przez jelita.

Jak to połączenie powstało? Dusza pojawiła się pierwsza, jest pierwotna w stosunku do świadomości i ciała, a na poziomie ciała najstarszym narządem są jelita. Życie pojawiło się najpierw w najbardziej prymitywnych formach – pierwsze żywe istoty były w istocie rzeczy rurką jelitową.

Każdy zna wyrażenie: „Czuję to w trzewiach”. Informacje napływające z przyszłości są przetwarzane najpierw przez jelita, potem przez wątrobę, a następnie przez mózg.

Zdrowe, prawidłowo funkcjonujące jelita dają nam dostęp do podświadomości. Odżywiając się nieprawidłowo, przejadając się, człowiek zatruwa swoje jelita, a wtedy połączenie z poziomami subtelnymi słabnie. U człowieka zaczyna zanikać intuicja, dlatego jest mu coraz trudniej adaptować się do stresujących sytuacji. Narastający podświadomy stres powoduje pojawienie się chorób. Dlatego odżywianie jako warunek utrzymania zdrowych jelit powinno być traktowane bardzo poważnie.

W pierwszej kolejności trzeba pozbyć się złych nawyków. Ogólnie rzecz biorąc, głównym złym nawykiem człowieka można nazwać konsumpcjonizm. Obecnie światem rządzi nie moralność, ale rynek i pieniądze. Pragnienia ludzi są rozpalane nie tylko przez reklamę, ale także przez dodawanie do produktów różnych aromatów i wzmacniaczy smaku, które działają jak stymulanty, jak doping. Nie zauważamy, jak uzależniamy się od jedzenia.

Stymulantami są także: alkohol, kawa i różne herbaty, które często zawierają wiele chemicznych dodatków. Lepiej pić herbaty ziołowe. Z tego samego powodu dobrze byłoby wyeliminować ze swojej diety chleb. Nawet jeśli istnieje możliwość zakupu wysokiej jakości chleba, nie warto z nim przesadzać.

Dlaczego dawniej ludzie jedli głównie chleb? Chodzi o to, że chleb dostarcza potężnego zastrzyku energii. Przy stylu życia współczesnego człowieka, gdy porusza się on bardzo mało, spożywanie chleba prowadzi do tego, że fizyczna, zewnętrzna energia zaczyna wypierać wewnętrzną, subtelną energię – i wtedy pojawiają się choroby.

Sól i cukier również są stymulantami. Jeśli ograniczymy spożycie soli, a cukier zastąpimy miodem, to będziemy jeść mniej.

Kiedy chcemy jeść, oznacza to, że w celu strawienia pokarmu wytwarzana jest energia. Jeżeli takiej chęci nie ma, a człowiek mimo to je, to pokarm jest źle trawiony i zaczyna się zatruwanie organizmu. Wpływa to na stan wszystkich narządów, a potem pojawiają się choroby, które na pierwszy rzut oka zupełnie nie mają związku z przejadaniem się. Aby człowiek mógł jeść mniej, często organizm sam stwarza sobie jakąś chorobę.

Jedzenie musi być strawione nie tylko fizycznie, ale też energetycznie, dlatego powinno być spożywane w dobrym nastroju. Dobrze byłoby modlić się przed jedzeniem, bo wtedy szkodliwość pokarmów o złej energetyce będzie minimalna.

Jeżeli człowiek je szybko, łapczywie, to nie tylko weźmie z jedzenia wszystkie negatywne informacje, ale z pewnością zje o wiele więcej, niż potrzebuje. Ponadto uwolnionej energii nie wystarczy do strawienia obfitego posiłku. Dlatego w celu uniknięcia poważnych chorób wskazane jest jeść powoli.

Objadając się, człowiek nie tylko pozbawia się zdrowych jelit, ale także traci energię, która powinna iść na odmładzanie i likwidację problemów w organizmie. Taki człowiek szybciej się starzeje i dłużej choruje.

Oczywiste jest, że hipodynamia, która w ostatnich dziesięcioleciach stała się niemal normą dla nas wszystkich, może również prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. Wszyscy oszczędzają czas, zbyt często korzystają z samochodu i prawie nikt nie chodzi na piechotę.

Istnieje prosta prawda, o której wielu ludzi nie wie lub nie zastanawia się nad nią: jelita pracują prawidłowo wtedy, gdy człowiek chodzi co najmniej półtorej godziny dziennie. Przez tysiące lat człowiek chodził po ziemi, zdobywając sobie pożywienie, więc proces trawienia był ściśle związany z chodzeniem. Jeśli człowiek się nie rusza, jego jelita pracują znacznie gorzej, a w takim przypadku powinien mniej jeść.

Wszystko, co człowiek robi, jest utrwalane w jego podświadomości jako funkcja. Jeśli człowiek się objada i za mało rusza, to powstaje pewien stereotyp życia, który staje się dla niego nawykowy. Zmiana tego stereotypu jest dość trudna, ponieważ organizm przyzwyczaja się do życia w określonym trybie i oszczędzając energię, nie chce z tego trybu wyjść.

Co wtedy zrobić? Trzeba podnosić swój poziom energii. Stan energetyczny człowieka jest wskaźnikiem tego, w jakim stopniu prawidłowo odnosi się do otaczającego go świata. Spodobało mi się stwierdzenie pewnego japońskiego naukowca, który ma ponad sto lat: „Energia przychodzi do nas poprzez radość”. Ma całkowitą rację – radość jest wskaźnikiem wysokiego poziomu energii. Radować się potrafi taki człowiek, który harmonijnie postrzega świat.

Agresywny stosunek do świata, do bliskich i do siebie, obrażanie się, mocne żałowanie czegoś, nieprzyjmowanie tego, co się wydarzyło, lęk przed przyszłością – to formy energii, które szkodzą duszy człowieka. Wszystko to prowadzi do utraty subtelnej energii życiowej, a następnie do chorób i nieszczęść.

Jeśli człowiek jest harmonijny, to dla niego każdy problem jest okazją do rozwoju, do zmiany siebie na lepsze, do zwiększenia miłości w duszy. A jeśli człowiek zachowuje miłość w swojej duszy, to będzie w stanie rozwiązać każdy konflikt. Całe nasze życie to ciągły konflikt, ciągła walka. Właśnie konflikty – z losem, z samym sobą, z ludźmi – dają nam możliwość rozwoju. Prawidłowe rozwiązywanie konfliktów jest tym, co w istocie rzeczy daje nam zdrowie.

(fragment książki „Lekarstwo na wszystkie choroby”)

Opublikowano

Problemy z sercem

Problemy z sercem

Na całym świecie stale rośnie liczba chorób związanych z sercem. Przeznaczane są ogromne pieniądze na leczenie serca, ale często okazuje się, że przyczyna wcale nie jest w nim. Serce ulega przeciążeniu i choruje, gdy naczynia krwionośne nie działają prawidłowo, a naczynia krwionośne przestają funkcjonować wtedy, gdy w podświadomości pojawia się nieprzezwyciężony stres lub gdy krew zmienia swój skład, co również jest wynikiem stresu.

Chodzi o to, że nasza podświadomość operuje ogromnymi odcinkami czasu. Tysiące lat temu człowiek mógł zostać łatwo zabity i zjedzony, zatem stres był związany z niebezpieczeństwem zranienia lub utraty życia. Dlatego układ odpornościowy automatycznie uruchamiał mechanizm ochronny – wszystkie naczynia krwionośne gwałtownie się kurczyły, aby zmniejszyć utratę krwi w przypadku rany lub utraty kończyny. Białka były uwalniane do krwi, co wzmacniało proces zapalny sprzyjający gojeniu się ran, zatrzymaniu krwawienia i tworzeniu blizny.

Obecnie medycyna uznaje, że stres bardzo sprzyja powstawaniu chorób. Następnie powinna dojść do wniosku, że głównym źródłem chorób nie jest jednak stres, tylko nieprawidłowy stosunek do niego.

Nieprawidłowe podejście do stresu jest nieuchronną konsekwencją utraty miłości i wiary. Jeśli w każdej sytuacji widzimy wolę Stwórcy, jeśli rozumiemy, że wszystko dzieje się dla miłości, to nieprzyjemności i choroby wzmacniają nas i oczyszczają naszą duszę. Jeśli jednak podchodzimy do stresu z lękiem, osądzaniem lub przygnębieniem, to stres nie zostaje przezwyciężony, negatywne emocje gromadzą się i stopniowo przenikają do podświadomości. Dochodzi wówczas do trwałego zwężenia naczyń krwionośnych i eksplozji procesów zapalnych w wielu miejscach naszego ciała. Pojawiają się choroby, człowiek tłumi stany zapalne lekami, próbuje leczyć choroby układu krążenia tabletkami, ale efekty są coraz gorsze.

Jak indywidualny jest każdy człowiek, tak indywidualna jest też jego choroba. Istnieją jednak pewne korelacje.

Główną przyczyną problemów z sercem jest niemożliwość wytrzymania bólu zadawanego przez bliską osobę. Jest to temat przywiązania do ukochanej osoby, temat zazdrości, obrażania się na innych i siebie samego w wyniku ograniczenia naszych pragnień i życia. Jednym ze wskaźników przywiązania do innej osoby jest stan nerek. Przywiązanie wpływa na nerki, które obkurczają się i wówczas serce jest zmuszone do podniesienia ciśnienia, aby pompować krew.

Serce cierpi również wtedy, gdy człowiek rezygnuje z ukochanej osoby przeznaczonej mu przez los, w wyniku czego może nie narodzić się dziecko, które było im przeznaczone. Zdarzały się przypadki, gdy mężczyzna próbował zapomnieć o kobiecie, którą kochał, a kilka dni później miał poważne problemy z sercem i zaczynał umierać na oczach najbliższych.

Zwiększone skupianie się na ideałach, ubóstwianie ukochanej osoby często rodzi ogromną podświadomą obraźliwość, której istnienia człowiek nawet nie podejrzewa.

Do podświadomości przenika wszystko, co się często powtarza, wszystko, co dzieje się w momencie odczuwania silnych emocji. W podświadomości nie ma przedawnienia – na przykład, jeśli kobieta pokłóciła się z mężem i bardzo się na niego obraziła, to w podświadomości nadal przez wiele lat kłóci się z nim, nawet o tym nie wiedząc. Wszystkie nasze uczucia i emocje są przekazywane dzieciom, więc aby nie kaleczyć życia i zdrowia dzieci, destrukcyjny proces rodziców zostaje zatrzymywany przez choroby.

Jeśli w czasie ciąży przyszli rodzice kłócą się i kobieta odczuwa niezadowolenie ze swojego losu, to u dziecka pojawia się niechęć do życia i może przestać rozwijać mięsień sercowy. Dziecko może mieć wrodzoną wadę serca, ponieważ rodzice poprzez swoje wzajemne żale i pretensje ukształtowali w nim program samozniszczenia.

Często ból serca może blokować podświadomą agresję wobec bliskich osób. W takim przypadku leki pomogą osobie z bólem serca, ale zaszkodzą jej bliskim. Wówczas oprócz przyjmowania leków warto jednocześnie pracować nad sobą i oczyszczać powierzchniowe warstwy duszy.

Serce jest związane z losem. Energia naszego losu, przeszłego i przyszłego wcielenia wchodzi w kontakt z sercem. Obrażanie się na ludzi zesłanych nam przez los, czyli na rodziców, dzieci, ukochaną osobę jest jednocześnie obrażaniem się na los, ukrytą agresją wobec niego. W rezultacie cierpi serce.

Dlaczego problemy z sercem występują częściej u mężczyzn, a rzadziej u kobiet? U wszystkich mężczyzn z chorobami serca zaobserwowałem ten sam schemat: byli świadomie lub nieświadomie „zabijani” przez kobiety. Okazuje się, że jeśli kobieta boi się utracić mężczyznę, jeśli obawia się, że ich związek może się rozpaść, to podświadomie niszczy główne struktury energetyczne mężczyzny, a jego serce natychmiast na to reaguje.

Trzeba zrozumieć, że nasza wola zawsze jest drugorzędna. Jeśli „odgórnie” jest nam pisane rozstanie się, to niczego nie zmienimy, nasze obawy są bezużyteczne. Jeśli mężczyźnie jest przeznaczone być z jakąś kobietą, to nigdzie od niej nie ucieknie. Jeśli jednak miłość zaczyna zmieniać się w oczekiwanie, zależność, rodzi lęki i przygnębienie, to jest to najgorszy sposób na zatrzymanie ukochanej osoby.

Gwałtowna poprawa samopoczucia mężczyzn cierpiących na choroby serca następowała właśnie wtedy, gdy przede wszystkim pracowały nad sobą ich kobiety.

Istnieją jednak inne fakty świadczące o tym, że jeśli mężczyzna doprowadzał siebie do porządku, to agresja jego żony również gdzieś znikała, chociaż w tym czasie nie pracowała nad sobą. Tłumaczy się to tym, że mężczyzna działa jak antena, a kobieta jak nadajnik. Męski pierwiastek jest zorientowany na poziomy subtelne, na przyszłość. W tym ukierunkowaniu dominuje składowa informacyjna. U kobiet jest bardziej przejawiona składowa energetyczna, zmysłowa, materialna. Jeśli mężczyzna ma nieprawidłowy światopogląd i zniekształconą skalę wartości, to kobieta, korzystając z tych informacji i realizując je w energii, zaczyna świadomie lub nieświadomie niszczyć mężczyznę jako dostawcę informacji złej jakości. Zatem ogromna liczba chorób sercowo-naczyniowych na świecie, podobnie jak nowotwory i cukrzyca, świadczy nie tylko o agresywności i przywiązaniu kobiet, ale także o nieprawidłowym światopoglądzie mężczyzn.

Nie tak dawno temu naukowcy doszli do wniosku, że choroby układu krążenia mogą być spowodowane przejadaniem się. A religia mówi o tym już od kilku tysięcy lat.

Po przekroczeniu 30 roku życia metabolizm zwalnia. Po 40-45 roku życia następuje jeszcze większe spowolnienie. Ilość jedzenia, która wcześniej była normalna, staje się nadmierna. Trzeba więcej się ruszać i mniej jeść. Natomiast w ostatnich dziesięcioleciach na całym świecie dzieje się odwrotnie. W rezultacie dochodzi do odkładania złogów w naczyniach krwionośnych, do zatkania naczyń włosowatych, serce zaczyna pracować z przeciążeniem. A lekarze niestrudzenie go leczą, wymyślając co raz to nowe leki. Zaproponowanie pacjentowi głodówki, doradzenie mu przejścia na dietę, nauczenie go radzenia sobie ze stresem dla wielu specjalistów oznacza utratę pracy. Jeśli nie potrafimy lub nie chcemy myśleć prawidłowo, to poniesiemy tego konsekwencje.

Często nadmierne jedzenie jest sposobem na zajadanie stresu, wewnętrznego bólu.

Serce wrażliwie reaguje na każdą utratę energii, dlatego szkodzi mu wszystko, co wiąże się z przeciążeniem fizycznym lub psychicznym. Serce cierpi w wyniku nadmiernego przywiązania do pracy. Serce cierpi również wtedy, gdy człowiek przez dłuższy czas odczuwa ból fizyczny, ponieważ ból jest odpływem energii. Gdy odpływ energii trwa przez dłuższy czas, serce może odmówić posłuszeństwa. Zawał, pęknięcie serca jest w istocie funkcją ochronną, zapobiegającą utracie energii subtelnej, która zastępuje nadmierne wydatkowanie energii ciała fizycznego i świadomości.

W przezwyciężaniu stresu bardzo pomagają wszelkie rytmiczne ruchy, spacery, pływanie, wycieczki na łono natury. Praktyka wstrzymywania oddechu, głodówka, wyłączenie logiki, krytyki, analizy, czyli świadomości – to wszystko również pomaga, ale nie gwarantuje wyzdrowienia, jedynie stwarza sprzyjające ku temu warunki.

Jeśli człowiek robi krok w kierunku dobroduszności i stanu bezwarunkowej miłości, to powrót do zdrowia następuje. Jeśli natomiast nadal będzie się bał, żałował i był rozgoryczony, to prawie nie ma szans na wyzdrowienie z poważnych problemów z sercem i na przeżycie. Poprzez żałowanie przeszłości i lęk przed przyszłością marnowana jest ogromną ilość subtelnej energii życiowej.

Aby serce nie bolało, trzeba przede wszystkim pozbyć się wszelkich żalów do bliskich. Jeśli zachorowaliśmy, to nie warto myśleć, czy zdążymy się zmienić, czy nie. Należy po prostu robić wszystko, co możemy, aby pomóc swojej duszy. Oczyszczać i doprowadzać do porządku nie tylko siebie, ale także swoich potomków.

Wewnętrzne akceptowanie tego, co się dzieje, zachowanie miłości w chwili utraty ludzkich wartości, życie tym uczuciem i ciągłe wzmacnianie go – oto główne zasady zdrowia i przetrwania.

Opublikowano

Kiedy cierpi tarczyca

Kiedy cierpi tarczyca

Problemy z tarczycą powstają z reguły w wyniku chęci zwiększonej kontroli nad otaczającym światem i prób rygorystycznego kierowania sytuacją w relacjach z bliskimi ludźmi i przede wszystkim z ukochaną osobą. Tarczyca cierpi u osób nadmiernie zazdrosnych i obraźliwych, które ponadto mają wielkie ambicje oraz wysoki poziom pychy. Zazwyczaj dzieje się tak wtedy, gdy skłonności do zazdrości i obraźliwości przekazywane są w rodzie.

Nieakceptowanie traumatycznej sytuacji w relacjach z bliskimi ludźmi wynika z zależności od relacji, przywiązania człowieka do osobistych aspektów ludzkiego szczęścia. O tym, jaka choroba zatrzyma patologię duszy, decyduje stopień nieprzyjmowania traumatycznej sytuacji, a także osobowość człowieka. Gwałtowne nieakceptowanie sytuacji u jednej osoby może spowodować wzrost ciśnienia, u drugiej po wybuchach nienawiści zacznie się pogarszać wzrok lub dojdzie do udaru, u trzeciej wystąpi problem z tarczycą. Jednak istota wszystkich problemów jest taka sama: nieprzyjmowanie bólu, rozpadu pragnień w relacjach osobistych.

Wszystkie nasze uczucia i emocje są związane z gruczołami.

Co się dzieje, gdy myślimy o ukochanej osobie? Każdy proces myślowy jest zawsze poprzedzony głębokimi emocjami, które mu towarzyszą. Kiedy chcemy zobaczyć ukochaną osobę, najpierw aktywują się gruczoły ślinowe. To mechanizm, który istnieje od miliardów lat. Kiedy byliśmy jeszcze jednokomórkowcami, główny fizyczny, informacyjny kontakt ze środowiskiem odbywał się poprzez pożywienie. Dlatego nawet teraz, po miliardach lat, przy każdej próbie kontaktu ze światem zewnętrznym następuje aktywizacja ślinianek. Przy czym im ważniejszy jest dla nas kontakt, tym intensywniej włączają się ślinianki. Dlatego zazdrośni ludzie cierpią na zęby, wzrok lub słuch, ponieważ wzrok, słuch i zęby są wynikiem ewolucji gruczołów ślinowych.

Podczas kontaktu ze światem zewnętrznym u człowieka zawsze najpierw włączają się ślinianki, potem tarczyca i następnie trzustka.

Tarczyca, kontrolując sytuację i kierując nią, pomaga nam realizować nasze pragnienia. Jeśli napotykamy przeszkody w realizacji naszych pragnień, czyli następuje ich ograniczenie, to im sztywniej nie akceptujemy takiej sytuacji, tym silniejsza jest eksplozja aktywności tarczycy. Taki niekontrolowany wyrzut energii jest niebezpieczny dla organizmu. Chcąc osiągnąć swój cel za wszelką cenę, próbujemy kierować sytuacją nie tylko na poziomie powierzchniowym, ale także na wewnętrznym, głębokim.

Z kolei każda sytuacja na poziomie subtelnym jest częścią wszechświata i na tym poziomie wszelkie nasze wysiłki nie przyniosą żądanego rezultatu. Jeśli na poziomie zewnętrznym widzimy daremność naszych prób, to na poziomie subtelnym możemy, walcząc z sytuacją, wyrzucić taką ilość energii, że zagrozi to śmiercią nie tylko nam, ale także naszym dzieciom i wnukom. Możemy także „wyssać” energię ze swoich przyszłych wcieleń.

Najpierw problemy zaczyna mieć gruczoł jako narząd energetyczny, a następnie te problemy przechodzą na poziom fizyczny. Jeśli nadczynność tarczycy staje się niebezpieczna, następuje jej gwałtowne zahamowanie. Często objawia się to tym, że człowiek czuje gulę w gardle.

Im bardziej przywiązujemy się do ludzkiego szczęścia, tym więcej energii wydatkujemy na jego utrzymanie. Ciągłe przeciążenia prowadzą do zwyrodnienia narządu, pojawiają się guzy: zmiany organiczne ograniczają niekontrolowany wyrzut energii.

U kobiet problemy z tarczycą najczęściej związane są z ogromnym przywiązaniem do ukochanego mężczyzny i absolutnym nieakceptowaniem ograniczenia swojej pożądliwości. Guzki tarczycy, które w ostatnim czasie coraz częściej pojawiają się u kobiet, świadczą o tym, że zamiast miłości kobiety odczuwają namiętność. Wyrzeczenie się miłości do męża, który pod jakimś względem nie spełnia oczekiwań, wygląda jak chęć rozstania się z nim, jak zdrada, jak niechęć do posiadania z nim dzieci, jak aborcja. Wszystko to jest nieprzyjmowaniem ograniczenia pomyślnego losu i pożądliwości.

Jeśli kobieta nie potrafi dobrowolnie zaakceptować ograniczenia jej pożądliwości, to będzie musiała przyjąć to ograniczenie przymusowo, gdy pojawią się problemy ginekologiczne lub dysfunkcja tarczycy.

Czynnikiem pozbawiającym energii i prowadzącym do chorób tarczycy może być także dysharmonijne dziecko. Jeśli rodzice nie nauczyli syna lub córki adaptacji do życia, to podczas trudnych, długotrwałych, bolesnych sytuacji będą ciągle oddawać energię dla uratowania swojego dziecka, a to może doprowadzić do zaburzeń hormonalnych.

Na poziomie pola często widać, jak deformacje struktur pola dysharmonijnego dziecka cienkimi nićmi energetycznymi są połączone z tarczycą rodzica. Oznacza to, że nieprawidłowa reakcja na stres w życiu osobistym została przekazana dzieciom i teraz powraca. Jeśli dziecko nie przechodzi zesłanej mu sytuacji na poziomie subtelnym, to rodzice odpowiadają za jego błędy. Kiedy dziecko jest małe, jest to prawie niezauważalne, ale gdy następuje okres dojrzewania i nieprawidłowa reakcja duszy dziecka na przyszłe wydarzenia zaczyna niszczyć dusze jego przyszłych dzieci, wtedy u rodziców pojawiają się poważne problemy zdrowotne, m.in. z tarczycą. Przy czym jeśli wcześniej, gdy problemy jeszcze nie dotyczyły dzieci, leki pomagały wyleczyć chorą tarczycę, to teraz leki mogą nie przynieść żadnego efektu. Przecież leki, które zażywa człowiek nie mogą wyleczyć jego dzieci i wnuków. Leki nie polepszają charakteru człowieka ani nie zmieniają jego podejścia do życia.

Jeśli tarczyca nie jest w stanie poradzić sobie z obciążeniem, to aby uniknąć jej zniszczenia, pierwszą rzeczą do zrobienia jest powstrzymanie utraty energii. Trzeba wyłączyć się ze wszystkich spraw, potrzebna jest dieta, delikatne ćwiczenia fizyczne, wewnętrzne uwolnienie od wszelkich problemów.

Ponadto trzeba zrewidować, przejść ponownie przez wszystkie bolesne, a tak naprawdę uzdrawiające sytuacje, które zostały dane przez ukochaną osobę. Trzeba nauczyć się przyjmować utratę ludzkiego szczęścia oraz wypracowywać odruch zachowywania miłości. Trzeba medytować o tym, by miłość stała się najważniejsza dla nas i naszych potomków.

Trzeba nauczyć się odczuwać wolę Stwórcy jako pierwszorzędną, wewnętrznie całkowicie puścić ukochaną osobę, pozbyć się wszelkich pretensji do niej i wszelkich o nią lęków. Okresowo należy przestać postrzegać ukochaną osobę jako partnera seksualnego, tylko jako przyjaciela, brata, dziecko. Przyjemność powinna zostać zastąpiona zdystansowaniem, wtedy miłość nie zmieni się w przywiązanie i nie przyniesie psychicznych i fizycznych udręk.

Budując relacje z ukochaną osobą, warto zrozumieć najważniejsze: wewnętrznie trzeba zaakceptować ukochaną osobę taką, jaka jest. Niedopuszczalne jest dążenie do tego, aby jej los stał się całkowicie identyczny z naszym. Los każdego człowieka jest określony odgórnie i nie mamy prawa nim kierować, ponieważ jest to próba kierowania Stwórcą. Zachowanie ukochanej osoby w stosunku do nas jest określone przez Boską logikę.

Aby zmienić drugiego człowieka, trzeba przede wszystkim zmienić siebie. Natomiast na zewnątrz należy bronić swoich praw, wchodzić w konflikt z ukochaną osobą, w przeciwnym razie ze związku zniknie energia. Jeśli staramy się przy tym stale utrzymywać uczucie miłości w swojej duszy, wtedy wymagania lub surowe środki mogą przynieść skutek.

Ubóstwianie wyższych uczuć rodzi zazdrość i nietolerancję w relacjach z bliskimi – nie tylko w rodzinie, ale także w pracy. Kiedy człowiek próbuje uciec od problemów rodzinnych w pracę, czyli w rzeczywistości zamienić zazdrość na pychę, wówczas problemy w tym obszarze stopniowo narastają. Ścisła kontrola i sztywne narzucanie swojej pozycji w pracy również prowadzą do przeciążenia tarczycy i dalszych z nią problemów.

Miłość jest największym szczęściem we wszechświecie, dlatego miłość do drugiego człowieka może niezauważalnie przysłonić miłość do Stwórcy. Człowiek wierzący, który przestrzega przykazań, potrafi ofiarować i dystansować się – czuje i widzi obecność Boga we wszystkim, więc w jego podświadomości ukochany człowiek jest środkiem do poznania Stwórcy. Kocha w nim jego prawdziwe, Boskie Ja, dlatego jego miłość jest praktycznie pozbawiona przywiązania i nie zabija ani tych, których kocha, ani jego samego.

Nie wiemy, co dzieje się w naszej podświadomości, w jakim stanie jest głębia naszej duszy. Jeśli jednak nasza dusza przywiązała się do wartości tego świata, to wtedy ukochana osoba, aby uratować naszą duszę, jest zmuszona do zadawania nam bólu. Należy to zrozumieć i z góry zaakceptować. Stopień bólu i destabilizacji, który powinniśmy doświadczyć, zależy od rozmiaru naszych problemów wewnętrznych.

Często traumatyczna sytuacja, która jest nie do pokonania na zewnątrz, z czasem przenika do naszej podświadomości i nie sprawia nam już silnego bólu. Mówimy, że czas leczy. W rzeczywistości podświadomość po prostu nie odczuwa bólu, ale energia przy tym nadal wypływa. Gdy taka sytuacja, przenikając w głąb podświadomości, dociera do warstw zdrowia fizycznego, psychiki lub losu, zaczynamy bezboleśnie rozpadać się lub, aby móc uratować się, zaczynamy poważnie chorować, nie rozumiejąc, co się dzieje.

Należy zrozumieć, że czas nie leczy. Leczy miłość. Czas niszczy sytuację i stwarza iluzję uzdrowienia. Ale na poziomach subtelnych nie ma przedawnienia i popełniony przez nas czyn niezauważalnie istnieje w naszym polu. Nigdzie nie znika. Natomiast zmienia się lub rozpuszcza wtedy, gdy my się zmieniamy.

Opublikowano

Optymalna dieta i wegetarianizm

Odpowiedzi na pytania Czytelników czasopisma “Wegetariański świat”

Wiele osób czuje przyjazne uczucia do drzew. Przytulanie się do drzew uważają za bardzo przyjemne i lecznicze. Czy możemy, umiemy pobierać energię z drzew, z przyrody, ziemi?

– Na poziomie subtelnym ciągle zachodzi u nas wymiana energii z otaczającym światem, ale ingerowanie w nią jest niebezpieczne. Tą wymianą energii kieruje podświadomość żyjąca według swoich, nam nieznanych praw – dopiero próbujemy je poznać. Jest to podobne do pracy narządów wewnętrznych: serca, jelit, nerek, wątroby. Jeśli człowiek ingeruje swoją świadomością w samoregulację narządów wewnętrznych, to zazwyczaj kończy się to opłakanie, w najlepszym wypadku ciężką chorobą, a zazwyczaj śmiercią. Taki sam efekt daje świadome ingerowanie w wymianę energii, którą zarządza podświadomość. Przyjazny stosunek do drzew, przytulanie się przynosi korzyść, ale gdy człowiek zaczyna celowo próbować pobrać skądś energię – jest to wampiryzm i lepiej się tym nie pasjonować. Energię otrzymujemy głównie poprzez nasze poziomy subtelne, poprzez podświadomość – i ta energia płynie wtedy, gdy jesteśmy zrównoważeni, gdy jest w nas coraz więcej dobroduszności. W tym stanie otrzymujemy najwięcej energii. Jeśli jest w nas obraza, zawiść, nienawiść, przygnębienie, żałowanie przeszłości, to niezależnie jak dużo będziemy się przytulali do drzew, pożytku z tego nie będzie, a wręcz sobie zaszkodzimy. Nie ma sensu nalewanie wody do dziurawej beczki. Trzeba tworzyć w sobie harmonijny stan – i w tym stanie otrzymamy tyle energii, ile jest nam potrzebne. I lepiej nie ingerować w ten proces swoją świadomością.

Kiedyś resocjalizowano przestępców pracą w ogrodach. Jakie znaczenie ma praca z roślinami dla człowieka?

– Sześć poprzednich cywilizacji zginęło, ponieważ osiągnęło pewien poziom rozwoju, gdy poczucie własnej ważności, ego, wiedza przekroczyły niebezpieczny poziom. Zatem w rozwoju są nie tylko aspekty pozytywne, ale też negatywne. Przyzwyczailiśmy się do postrzegania przeszłości jako czegoś niedoskonałego, słabego, ale gdy roślina kiełkuje, ma wielką siłę. Małe dziecko nie ma rozwiniętej świadomości, ale ma ogromną siłę życiową. Gdy starzeje się i umiera, ma wiedzę i doświadczenie, czyli to, co nazywamy rozwojem, ale nie ma siły życiowej. Gdy kontaktujemy się z roślinami, to podświadomie nastawiamy się na ten pierwotny stan, kiedy mieliśmy dużo sił i energii. Odłączamy świadomość i ożywiamy, aktywizujemy, harmonizujemy naszą duszę. Dlatego przebywanie na łonie natury, praca z roślinami jest bardzo uzdrawiająca, niezbędna dla każdego człowieka. Ludzie w dużych miastach są pozbawieni normalnego rozwoju. Tylko życie na łonie natury i współdziałanie z nią wprowadzają człowieka w harmonijny stan, natomiast duże miasta wysysają energię i żyją tylko dzięki napływowi nowych ludzi. Zatem praca na łonie natury, w ogrodach jest, z mojego punktu widzenia, jednym z najlepszych lekarstw.

Współczesny rolnik używa dużo chemii rolnej przy uprawie ziemi, która ma zniszczyć życie niepożądanym chwastom czy żyjątkom. Jak dodawanie trucizn do ziemi, które potem są w żywności, wpływa na życie osoby która to robi?

– Jest takie trafne powiedzenie: lepsze jest wrogiem dobrego. Dawniej ludzie zbierali urodzaj, którego cześć mimowolnie była składana w ofierze – plony niszczyły szkodniki, pogoda. I to wprowadzało harmonię. Chęć otrzymania stuprocentowego urodzaju jest pewnego rodzaju walką z naturalnymi prawami. Może to negatywnie wpłynąć na energetykę człowieka, na jego potomków. Zatruwanie ziemi, warzyw i owoców szkodzi na dwóch poziomach. Pierwszy to chemiczna szkodliwość dla jelit, a jelita są podstawą dla zdrowia i odporności. Problemy z jelitami wpływają na wszystkie narządy, na zdrowie, a nawet na los człowieka. Jednak najważniejszym nie jest czynnik chemiczny, lecz informacyjny. Pod względem informacyjnym używanie chemii szkodzi nie tylko potomkom danego rolnika, ale całemu społeczeństwu, które zmusza tego rolnika do ubóstwiania stuprocentowego urodzaju. Bezmyślna koncepcja konsumpcyjna prowadzi do tego, że ludzie maksymalnie wyciskają wszystko z ziemi, z siebie, co w istocie rzeczy jest samozniszczeniem, bo wszyscy rozumieją, że zasoby ziemi są ograniczone, a lodówki czy samochody, które psują się po paru latach są zyskiem dla samego zysku. Taki stan jest niebezpieczny zarówno pod względem materialnym, jak i informacyjnym dla wszystkich mieszkańców planety.

Czy sposób odżywiania się może zniszczyć zdrowie i los człowieka?

– Pewnie że może. Przejadanie się prowadzi do cukrzycy, do złej pracy jelit i w końcu do zaburzenia funkcji wszystkich narządów. Obecnie badany jest szkodliwy wpływ słodyczy na myślenie oraz ogólną pracę mózgu. Jeśli u człowieka przestaje pracować głowa, to mogą być problemy zarówno ze zdrowiem, jak i z losem. Dlatego przejadanie się, nieprawidłowe odżywianie, łączenie w jednym posiłku białka i węglowodanów, nadmiar szkodliwych produktów – to wszystko wpływa negatywnie na zdrowie, los i nawet na charakter człowieka. Ciało, duch i dusza są jednością, dlatego niszcząc ciało, będziemy niszczyli naszą duszę i ducha, naszą przyszłość, pomyślność, itd. Ponieważ wszystko jest jednością, człowiek z harmonijną duszą będzie się prawidłowo odżywiał, prowadził zdrowy styl życia. Jeśli człowiek zaczyna zakłócać zdrowy styl życia i odżywiana, to pojawią się problemy z charakterem, duszą, a potem problemy w życiu i z potomkami. Zatem prawidłowe odżywianie się i styl życia jest bardzo ważny. Ten temat jest bardzo obszerny, kiedyś opowiem o tym więcej.

Ostatnio popularna staje się dieta surowa. Czy jest ona dobra dla osób żyjących w chłodnym klimacie?

– W południowym klimacie człowiek otrzymuje energię ze słońca – i tej energii wystarcza, by nie jeść mięsa. Na północy energii brakuje, dlatego z mojego punktu widzenia surowa dieta jest możliwa, ale nie dla każdego. Można ją stosować czasowo, natomiast ciągła surowa dieta na północy może spowodować problemy. Dopuszczalne jest stosowanie jej tylko okresowo i tylko przez osoby bardzo harmonijne wewnętrznie. Pozostali muszą odżywiać się tak, jak żąda tego organizm i nie pasjonować się takimi dietami.

Człowiek musi być wewnętrznie przygotowany na witarianizm. Przede wszystkim musi być harmonijny emocjonalnie. Jeśli jest wewnętrznie zawistny, obraźliwy, jeśli osądza innych, to dieta wegetariańska lub surowa, która zwiększa duchowość, może spowodować problemy. Posiadanie wysokiej duchowości jest nie tylko wielkim szczęściem, ale też wielką odpowiedzialnością. Gdy za pomocą diety wznosimy się na wyższe, subtelne poziomy energetyczne, trzeba świadomie pracować nad zmianą swojego charakteru na lepszy, zwiększać miłość i dobroduszność. Jeśli zmiana charakteru nie następuje, a człowiek przechodzi na wegetarianizm, witarianizm, robi głodówki i medytuje, jest to dla niego bardzo niebezpieczne, ponieważ rosną jego zdolności duchowe. Wówczas życząc komuś źle, może wyrządzić mu wielką krzywdę, a ponieważ na wyższych poziomach duchowych wszyscy jesteśmy jednością, to agresja wobec kogoś lub czegoś jest agresją również wobec siebie.

Rozmawiałem kiedyś z pewnym wegetarianinem, miał straszną nienawiść wobec tych, którzy jedzą mięso. Dlatego witarianizm i wegetarianizm może być korzystny tylko dla osób emocjonalnie na to przygotowanych.

Nie wątpię w to, że wszyscy kiedyś zostaniemy wegetarianami. Proszę tylko pamiętać, że każdy człowiek znajduje się na swoim, właściwym dla niego poziomie rozwoju i nie może nagle przejść na wyższy poziom. Jest to poważny proces zmian. Poza tym samo posiadanie wartości duchowych nie jest gwarancją tego, że człowiek będzie lepszy, bardziej dobroduszny. Jedzenie może stwarzać tylko sprzyjające warunki, ale nie czyni nas automatycznie lepszymi ludźmi.

Jak na człowieka wpływa dieta wegetariańska lub wegańska na którą przechodzi, żeby chronić zwierzęta?

– Gdy przestajemy jeść mięso z powodu miłości do innych żywych istot, jest to normalne. Gdy natomiast staje się to ideą fix, to zaczynamy ubóstwiać życie, co może oddalić nas od miłości i Boga. Na poziomie subtelnym widziałem, że u ludzi, którzy przestają jeść mięso, by nie przyczyniać się do zabijania zwierząt, często pojawia się przywiązanie do duchowości i ideałów. Gdy przywiązujemy się do czegoś, to pojawią się lęk przed utratą, żałowanie, jeśli to coś utracimy, obrażanie się, nienawiść do odbierającego nam nasze wartości i w końcu agresja. Dusza może przywiązać się do wartości duchowych tak samo, jak do wartości materialnych, a wtedy wzrasta agresja na poziomie subtelnym. Może ona być niezauważalna na poziomie materialnym, ale jest o wiele większa i niebezpieczniejsza. Duchowość i ideały to dobrze, ale jeśli są one ważniejsze od miłości do Boga, jeśli są celem samym w sobie, jeśli następuje ubóstwianie ideałów, życia i duchowości, to wcześniej czy później może to wyrządzić wielką szkodę naszej duszy.

Trzeba pamiętać o tym, że człowiek jest przede wszystkim duszą. Uważam, że prawidłowy stosunek do wegetariańskiej lub wegańskiej diety to potrzeba piękna, lekkości i energii w duszy, a nie ubóstwianie jakichś ideałów lub zasad, czyli trzeba kierować się przede wszystkim swoim stanem wewnętrznym.

Trzeba chronić wszystkie zwierzęta, nie dopuszczając do wyginięcia poszczególnych gatunków. Na poziomie subtelnym wszyscy jesteśmy jednością – i gdy wymiera wiele gatunków zwierząt, odbija się to również na człowieku.

Poza tym wiadomo, że po pierwsze do wyprodukowania 1 kg mięsa trzeba zużyć ponad jeden metr sześcienny wody i ogromną ilość surowców, czyli otrzymywanie mięsa ekonomicznie zabija ekosystem Ziemi. Dlatego warto przechodzić na wegetarianizm nawet z wyłącznie ekonomicznych powodów. Po drugie człowiek niskorozwinięty duchowo musi otrzymywać więcej energii zewnętrznej, materialnej. Człowiek wysokorozwinięty duchowo odżywia się, jak to się mówi, duchem świętym, czyli otrzymuje energię nie z zewnątrz, z pożywienia. Subtelna energia płynie do niego z wyższych poziomów, poprzez duszę i uczucia. Jeśli człowiek rozwija się wewnętrznie, emocjonalnie, jeśli z duszy znika agresja, to nie potrzebuje jeść mięsa – i to już będzie chronieniem zwierząt.

Obecnie, w pogoni za pieniędzmi, zwierzęta hodowane są w przerażających warunkach, co kształtuje w nich program samozniszczenia, osłabia odporność, więc są faszerowane antybiotykami – i to powoduje podwójną szkodę. Ci, którzy jedzą mięso, z jednej strony otrzymują program samozniszczenia, a z drugiej trują się antybiotykami, niszcząc swoje zdrowie. Dlatego lepiej nie jeść mięsa, które jest przesiąknięte antybiotykami, hormonami i programem samozniszczenia. Obecnie sama sytuacja popycha całą ludzkość ku wegetarianizmowi.

Pojawiły się też produkty GMO – czy mają jakiś istotny wpływ na zdrowie i dzieje człowieka?

– Bazując na uczciwych badaniach, a nie na kupionych przez duże koncerny wynikach, produkty GMO są wielkim niebezpieczeństwem, zostały wymyślone jako narzędzie wojny. Firma „Monsanto” zawsze zajmowała się niszczeniem, tworzeniem trucizn. Wszystko co produkowała, było środkiem do niszczenia, a nie do ratowania innych. Produkty GMO pojawiły się właśnie jako środek niszczenia potomstwa. Badania wykazują, że u szczurów, a także u ludzi, pojawiają się guzy nowotworowe, ale jest to proces drugorzędny. Przede wszystkim słabnie funkcja reprodukcyjna. Dlatego człowiek, który chce mieć zdrowe dzieci i wnuki, powinien unikać produktów GMO. Na swoich seminariach mówiłem o tym, że człowiek, który ma silny, podświadomy program samozniszczenia robi wszystko, by zniszczyć siebie na poziomie materialnym. Z dziesięciu opcji wybierze najgorszą, uważając, że wybiera jak najlepiej. Gdy człowiek ma program samozniszczenia, nawet jeśli jest bardzo inteligentny, to będzie niszczył siebie, bo uczucia są silniejsze od myśli. Produkty GMO są programem samozniszczenia zrealizowanym na poziomie materialnym. Jeszcze zobaczymy tego skutki – jest to nie tylko redukcja urodzaju na całej Ziemi i niszczenie pszczół, które warunkują 80% urodzaju, ale jest to przede wszystkim niebezpieczeństwo utraty potomstwa dla całej naszej cywilizacji za 10-20 lat.

Czy jest jakaś optymalna dieta, aby polepszyć swój los?

– Przede wszystkim nie przejadać się, nie spożywać wyszukanego pożywienia, delikatesów, celem których jest tylko otrzymywanie przyjemności, a zwłaszcza genetycznie modyfikowanych produktów. Jedzenie powinno być proste. Jakie jest pożywienie ludzi długowiecznych? Zboża, warzywa, owoce sezonowe zgodnie z miejscem zamieszkania, ponieważ południowe owoce wyprowadzają energię, a północne odwrotnie – dają. Dlatego gdy zimą jemy południowe owoce, to możemy stworzyć sobie problemy.

Zawsze podkreślam, że człowiek musi jeść przede wszystkim dla duszy, a nie dla ciała. Gdy człowiek myśli tylko o ciele, to będzie się przejadał. Wówczas zabraknie energii na strawienie nadmiaru pożywienia, będzie ono zalegało w żołądku i stawało się trucizną. To wszystko źle wpływa na zdrowie, a w ostatecznym rozrachunku i na los. Jeśli człowiek myśli przede wszystkim o duszy, to powinien wstawać od stołu, póki nie pojawiło się uczucie ciężkości, czyli trochę głodny. Spożywać tylko to jedzenie, które się nam podoba i rezygnować z takiego, które się nie podoba, źle pachnie i jest niesmaczne, nawet jeśli jest uważane za zdrowe. Gdy wewnętrznie nastawiamy się na spożywanie tylko takiego pożywienia, które nie zaszkodzi naszej duszy, uczuciom, to podświadomie będziemy już czuli, że nie chcemy jeść szkodliwych produktów.

W pożywieniu są dwie składowe – materialna i informacyjna, czyli to, co jest potrzebne duszy. Co oznacza jeść dla duszy? To nie tylko pomodlić się przed jedzeniem, dziękując Bogu. To nie tylko wewnętrznie nastawić się, że dusza ma otrzymywać harmonijne pożywienie. Bardzo ważny jest nasz stan emocjonalny, energetyczny, gdy gotujemy. Przed gotowaniem trzeba pomodlić się, zdystansować, poczuć wewnętrzną harmonię. Jeśli pokłócimy się z kimś, a potem gotujemy, to można się zatruć. Więc gdy myślimy, że jesteśmy tylko ciałem i jemy, by nasycić ciało, to możemy zaszkodzić duszy zarówno pod względem ilości, jak i jakości pożywienia.

Jeśli chodzi o optymalną dietę, to proszę przeczytać Stary Testament, jest tam dokładnie opisane, jak należy prawidłowo się odżywiać, by zachować właśnie subtelną, wyższą, zrównoważoną energię, co można jeść, a czego nie wolno. Pożywienie rzeczywiście wpływa na nasz los. Konkretnie i szczegółowo opowiem o tym innym razem. Teraz mogę tylko stwierdzić, że dieta i prawidłowe odżywianie się wpływa na los nie tylko pojedynczego człowieka, ale też całego narodu.

O czym należy wiedzieć robiąc sobie głodówkę na wiosnę, na wodzie, aby oczyścić ciało i duszę i żeby sobie nie zaszkodzić?

– Wiosenna głodówka na wodzie pomaga duszy, a także duchowi i świadomości. Chodzi o to, że często, ograniczając się na poziomie materialnym, na przykład robiąc głodówkę, nie ograniczamy się na poziomie ducha i duszy. Jeśli ograniczamy się, by poczuć jedność z Bogiem, to powinniśmy się ograniczać na wszystkich trzech poziomach. Oznacza to, że należy nie tylko robić głodówkę i przestrzegać postu,  ale robić też głodówkę duchową, czyli nie przeciążać się umysłowo, nie przeciążać się w pracy, unikać przeciążeń psychicznych. Na kontakty, pracę, martwienie się o przyszłość, plany zużywa się bardzo dużo energii – to wszystko też należy zmniejszyć do minimum. Wtedy wiosenna głodówka przyniesie korzyść. Duszę też należy ograniczyć w przyjemnościach i rozkoszy. Trzeba ograniczać się nie tylko w jedzeniu, ale również w seksie, aby energia kierowała się nie na to co ludzkie, a na Boskie. Jeśli potrafimy ograniczyć się na wszystkich trzech poziomach i poczuć radość nie z powodu otrzymania, a z powodu dystansowania się, to taka dieta jest pożyteczna.

Jak działają na nas kamienie szlachetne, np. kryształy górskie?

– To co nazywamy materią jest energią ustrukturyzowaną w odpowiedni sposób. Człowiek też jest taką energią. Kamienie szlachetne są jakby zwiększoną ilością ustrukturyzowanej energii, dlatego pozytywnie wpływają na otaczający świat i człowieka, harmonizując go. Trzeba jednak pamiętać, o czym mówił Jezus – najważniejsze jest wewnątrz, a nie na zewnątrz.

W jakim stopniu nasz los jest przesądzony z powodu naszej sytuacji rodzinnej, jak dużo zależy od zachowania się jednostki?

– Zewnętrznie bierzemy coś od rodziców – wiedzę, rady itp., ale tylko w 5-8%. Natomiast w ogromnym stopniu bierzemy to, co jest podświadome – naśladujemy ich zachowanie, stan emocjonalny, poglądy. Dlatego z jednej strony los dziecka bardzo zależy od sytuacji rodzinnej. Z drugiej strony im człowiek ma silniejsze dążenie do miłości, rozwoju, im bardziej jest gotowy, by się zmieniać, tym mniej zależy od rodzinnej karmy.

Jak współczesne niewolnictwo, czyli praca korporacyjna i w ogóle praca, której człowiek nie lubi, a którą musi wykonywać, żeby się utrzymać przy życiu, wpływa na duszę, los i losy potomków?

– Obecnie każda praca będzie się zamieniała w niewolnictwo, ponieważ społeczeństwo konsumpcyjne ubóstwia pieniądze i jest w stanie zniszczyć dla nich wszystko. Następuje niszczenie żywności, niszczenie rodziny, przyjaźni, zdrowia – często mężczyźni zostają prawie impotentami. Wszystko to jest związane z nieprawidłowym systemem priorytetów. Gdy dla człowieka na pierwszym miejscu jest dusza, wtedy praca nie będzie się zmieniała w niewolnictwo. Gdy na pierwszym miejscu jest ciało, pieniądze, przyjemności i konsumowanie,  wtedy z poziomu wysokorozwiniętego człowieka cofamy się do poziomu prymitywnego, niewolniczego ustroju. Myślę, że ten proces będzie się jeszcze wzmacniał. Ale rozumienie tego, że praca staje się niewolnictwem już jest pewnego rodzaju ochroną, trzeba tylko więcej uwagi poświęcać  swojej duszy, dobroczynności, przebywaniu na łonie natury – aby zmniejszyć do minimum skutki takiego niewolnictwa. Nie wolno myśleć o pracy na okrągło, do niczego dobrego to nie doprowadzi.

Dlaczego tak ważny jest szacunek do rodziców?

– Rodzice dali nam życie. Bóg dał życie naszej duszy, rodzice dali życie naszemu ciału. Brak szacunku do rodziców jest podświadomym brakiem szacunku do Boga, a brak szacunku do Boga powoduje wzrost pychy, utratę energii życiowej, skrócenie życia, choroby i śmierć. Nie przypadkiem w Starym Testamencie jest napisane: „Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi”. Jest tu wprost powiedziane, że przestrzeganie tego przykazania wpływa na zdrowie i długowieczność.

Nad czym skupić się i jak pracować ze sobą w nowym roku roku?

– Obecnie wzmacnia się program samozniszczenia w skali całej ludzkości. W tym roku bardzo niebezpieczne jest wpadanie w przygnębienie, myślenie źle o przyszłości, obrażanie się na los, trzymanie w sobie długo obrazy na innych ludzi. Umiejętność zaakceptowania Boskiej woli i cieszenia się tym, co jest – to konieczny warunek istnienia w tym roku. Powinniśmy polepszać ten świat, ale jednocześnie powinniśmy go kochać. Większość jednak jest niezadowolona ze świata i nic nie robi dla jego polepszenia. Doprowadzając swoją dusze do porządku, na poziomie subtelnym już pomagamy wszystkim. Dlatego trzeba kochać świat i trzeba go polepszać. Trzeba kochać siebie i wychowywać, zmieniać siebie na lepsze – jak również innych ludzi.